Po godzinie dziewiętnastej Park Zdrojowy zaczyna żyć inaczej. Znikają kolejki na zabiegi, cichną rozmowy o ciśnieniu, borowinie i godzinach posiłków. W zamian pojawiają się eleganckie koszule, mocniejsze perfumy, starannie ułożone fryzury i pytanie, które w Ciechocinku pada niemal codziennie: gdzie dziś grają?
Jedni idą na „Szachy”, inni wybierają Bristol, Restaurację Teatralną albo jeden z hotelowych dancingów. Część kuracjuszy zna repertuar, ceny wejściówek i nazwiska muzyków lepiej niż rozkład zabiegów. Bo Ciechocinek po zmroku nie jest już tylko uzdrowiskiem. Staje się miejscem spotkań, flirtów i znajomości, które czasem kończą się wraz z turnusem, a czasem trwają długo po powrocie do domu.
Nie ma tu klubów przypominających modne lokale z Warszawy czy Torunia. Nikt też specjalnie za nimi nie tęskni. Najważniejszy jest parkiet, znajoma melodia i to, żeby było z kim zatańczyć. Wiek schodzi na dalszy plan. Podobnie jak zawód, miejsce zamieszkania czy powód przyjazdu do sanatorium.
Pani Jadwiga z Sosnowca do Ciechocinka wraca regularnie. Gdy tylko pogoda pozwala, kieruje się na „Szachy” – miejsce, które dla wielu gości uzdrowiska jest niemal obowiązkowym punktem wieczoru.
– Bardzo chętnie chodzę na dancingi. Dla mnie najlepszym i najbardziej kultowym miejscem są właśnie „Szachy”. To tutaj regularnie przychodzę. Kiedy jest chłodniej albo pada, ludzi jest mniej, ale darmowy wstęp i atmosfera wszystko rekompensują. Zazwyczaj i tak jest z kim zatańczyć – mówi Jadwiga z Sosnowca.
Na „Szachach” nie trzeba rezerwować stolika ani planować wyjścia kilka dni wcześniej. Można przyjść prosto ze spaceru, zatrzymać się przy muzyce i zostać na jedną piosenkę. Tyle że na jednej często się nie kończy. Ktoś prosi do tańca, ktoś inny proponuje kawę, a po chwili grupa zupełnie obcych ludzi rozmawia ze sobą tak, jakby znała się od lat.
Właśnie w ten sposób rodzą się turnusowe znajomości. Mają własne tempo, bo czas pobytu jest ograniczony. Nikt nie chce odkładać spotkania na przyszły miesiąc, skoro za kilka dni trzeba wracać do Sosnowca, Łodzi, Poznania czy Bydgoszczy. Dlatego relacje nawiązują się szybciej. Wspólny spacer, dancing, kawa następnego dnia. Potem wymiana numerów telefonów i obietnica, że kontakt się nie urwie.
Czasem się urywa. Czasem trwa do kolejnego turnusu. Bywa też, że uzdrowiskowa znajomość przeradza się w coś więcej. O sanatoryjnych romansach opowiada się w Ciechocinku od lat, zwykle z uśmiechem i odrobiną przesady. Nie każda rozmowa przy stoliku kończy się uczuciem, ale trudno nie zauważyć, że ludzie przyjeżdżają tu również po to, by nie być sami.
Inny rodzaj zabawy oferuje Bristol. Miejsce przez część bywalców żartobliwie nazywane jest „stodołą”. Wystrój pamięta inną epokę, ale parkiet wciąż potrafi być pełny. Pani Bożena z Bydgoszczy regularnie odwiedza ten lokal i nie zamierza udawać, że przyciąga ją nowoczesne wnętrze.
– Wystrój rzeczywiście jest trochę jak z czasów PRL-u. W weekendy wejście jest zazwyczaj płatne, a w tygodniu nie. Zawsze jednak przychodzi dużo ludzi. Płatna toaleta to już, moim zdaniem, przesada, ale nadal chętnie tam wracam. Przede wszystkim dla muzyki – mówi Bożena Jaskólska z Bydgoszczy.

W Ciechocinku opinia o lokalu nie zawsze zależy od wystroju. Liczy się to, czy orkiestra potrafi utrzymać ludzi na parkiecie i czy można spotkać znajomych z poprzednich pobytów. Niektórzy kuracjusze umawiają się na wspólne turnusy właśnie po to, by ponownie bawić się w tych samych miejscach.
Na taneczne piątki do Restauracji Teatralnej przyjeżdżają również goście spoza miasta. Jarosław z Torunia pojawia się w Ciechocinku kilka razy w ciągu kwartału. Jak mówi, tutaj może bawić się wśród osób w podobnym wieku, bez klubowego tłoku i atmosfery typowej dla dyskotek.
– Przyjeżdża dużo ludzi, którzy chcą po prostu potańczyć i dobrze się bawić. To fajna alternatywa dla imprez w Toruniu, bo klientela jest bardziej dojrzała. Czuję się tutaj swobodnie. Dodatkowym atutem są ceny, niższe niż w Toruniu i innych większych miastach – opowiada Jarosław z Torunia.
Nie każdy dancing pozostawia jednak dobre wspomnienia. Aneta z Ciechocinka przez lata chodziła do Hotelu Amazonka. Dziś ocenia te imprezy znacznie gorzej niż dawniej.
– Na wejściu dostaje się opaskę po opłaceniu wstępu, a bilet można kupić, kiedy ma się zarezerwowany stolik. Na sali było bardzo gorąco, nie czuło się działania klimatyzacji ani skutecznej wentylacji. Drinki trzeba było zamawiać samemu przy barze, bo tak sugerowała obsługa. Przez większą część wieczoru sala była mocno oświetlona, a światła dyskotekowe włączono dopiero mniej więcej godzinę przed końcem imprezy – relacjonuje Aneta z Ciechocinka.
Jej wypowiedź pokazuje, że ciechocińskie życie nocne ma nie tylko stałych wielbicieli, ale też wymagającą publiczność. Goście porównują lokale, oceniają muzykę, obsługę, ceny i warunki na sali. Informacje rozchodzą się szybko – przy śniadaniu, podczas spaceru i w kolejce na zabieg. Jedna udana impreza potrafi przyciągnąć ludzi na cały turnus. Jedna nieudana sprawia, że kolejnego wieczoru wybierają inne miejsce.
Mimo tych różnic parkiety w Ciechocinku nadal się zapełniają. Przychodzą kuracjusze, mieszkańcy, turyści i osoby z pobliskich miast. Jedni szukają partnera do walca, inni chcą posłuchać dawnych przebojów. Są też tacy, którzy liczą, że tego wieczoru poznają kogoś, z kim następnego dnia pójdą pod tężnie.
W uzdrowisku wiele znajomości ma wpisaną datę zakończenia. Jest nią dzień wyjazdu. Walizka czeka w pokoju, autokar odjeżdża rano, a osoba poznana kilka dni wcześniej wraca na drugi koniec Polski. Czasem zostaje tylko numer telefonu. Czasem wspólne zdjęcie. A czasem plan następnego pobytu w tym samym terminie.
I może właśnie dlatego ciechocińskie dancingi wciąż mają tylu wiernych bywalców. Nie chodzi wyłącznie o muzykę. Chodzi o możliwość wyjścia z pokoju, znalezienia się wśród ludzi i przeżycia wieczoru, który nie będzie podobny do poprzedniego. Za dnia Ciechocinek leczy ciało. Nocą wielu próbuje tu wyleczyć samotność.
Wypowiedzi przytoczone w artykule pochodzą z sondy ulicznej przeprowadzonej przez redakcję wśród mieszkańców, kuracjuszy i turystów przebywających w Ciechocinku. Stanowią one wyłącznie osobiste opinie rozmówców i nie są tożsame ze stanowiskiem redakcji Życia Ciechocinka. Celem publikacji jest przedstawienie różnorodnych doświadczeń i odczuć osób korzystających z oferty dancingów oraz życia towarzyskiego uzdrowiska.
Najnowsze artykuły
Jutro nie wszędzie załatwisz sprawę. Ciechocinek zamyka urząd, Aleksandrów pracuje. Sprawdziliśmy, gdzie nie warto jechać.
Ciechocinek nie dofinansowuje płatnych imprez. A koncert Tede? Ratusz wyjaśnia zasady.
Średnia pensja prawie 10 tys. zł. GUS pokazał najnowsze dane. Sprawdzamy Ciechocinek i okolice

